W połowie pierwszej dekady XXI wieku krajobraz komunikacyjny zmienił się z dnia na dzień. Według Stowarzyszenia Telekomunikacji Komórkowej i Internetu do października 2005 roku w samych Stanach Zjednoczonych z usług telefonii komórkowej korzystało prawie 195 milionów ludzi. Patrząc za Atlantyk, Europa była nimi jeszcze bardziej nasycona.
Dla wygody zgodziliśmy się na kompromis. Możliwość dzwonienia do każdego, gdziekolwiek i kiedykolwiek stała się normą. Ale ta wolność miała swoją cenę społeczną.
Restauracje, kina, sale koncertowe, centra handlowe i kościoły stały się polami bitew. Nie każdy wie, kiedy się zamknąć. Wszyscy cierpliwie wysłuchaliśmy połowy rozmowy o głęboko osobistych problemach rozmówcy, natomiast nieznajomy przy stoliku obok transmitował na całą salę intymne szczegóły.
Większość z nas po prostu narzeka. Wiercimy się na siedzeniach. Żyjemy dalej.
Część osób postanowiła walczyć. Posunęli się do ekstremalnych środków.
Telefony komórkowe to zasadniczo przenośne radiotelefony. I jak każde radio, ich sygnał może zostać zakłócony. Albo wycisz.
To prosta koncepcja ze złożonymi implikacjami. W jaki sposób te urządzenia blokują sygnały komórkowe? I czy w ogóle ich używanie jest legalne?
Mechanika procesu jest prosta. Zakłócacz wypełnia fale radiowe szumem o częstotliwości używanej przez telefon do komunikacji z wieżą. Tworzy ścianę zakłóceń. Twój sygnał nie może się przedostać. Połączenie się kończy. Wiadomość nie została wysłana.
Jednak w kwestii legalności sprawy zaczynają się komplikować.
„Telefony komórkowe to zasadniczo przenośne radia dwukierunkowe. I jak każde radio, ich sygnał może zostać zakłócony lub zagłuszony.”
Wkraczamy w szarą strefę, w której technologia wyprzedza regulacje. Zrozumienie działania tych zakłócaczy to tylko połowa sukcesu. Drugą połową jest wiedza, dlaczego ich używanie może postawić cię po złej stronie prawa.



























