MySpace już wcześniej argumentowało, że monitorowanie jego platformy pod kątem drapieżników jest niemożliwe. Wymówka była prosta: nie mogli tego zrobić. Redaktor Wired News i były haker Kevin Poulsen nie wierzył w to. Potraktował to oświadczenie jako osobiste wyzwanie.
Zajęło mu to pięć miesięcy.
Nie do hakowania, ale do stworzenia narzędzia. Scenariusz miał na celu odnajdywanie zarejestrowanych przestępców seksualnych, którzy byli albo niewiarygodnie głupi, albo irytująco szczerzy. Osoby te zarejestrowały się pod swoimi prawdziwymi nazwiskami. Program Pulsena ich znalazł.
Зміст
Luka w zabezpieczeniach rejestracji poczty e-mail
MySpace czekał. Mieli nadzieję, że nowe przepisy zmuszą zarejestrowanych przestępców seksualnych do podawania ważnych adresów e-mail podczas rejestracji. Każdemu, kto faktycznie korzystał z Internetu, logika wydawała się błędna. Większość ludzi ma wiele adresów e-mail. Dla mnie cztery to norma. Niektórzy mają dziesięć.
Łatwo jest winić MySpace za założenie, że żaden drapieżnik nie użyje swojego prawdziwego imienia. Ale Poulsen zaprzeczył temu założeniu. Udowodnił, że to nieprawda.
Jego kod nie miał skomplikowanej struktury, ale był dokładny. Składał się z 1000 linii JavaScriptu. W skrypcie porównano nazwy profili MySpace i wymienione numery kierunkowe pocztowe z internetową bazą danych przestępców seksualnych Departamentu Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych. Kod obejmował 46 stanów USA. Program działał bezpośrednio na serwerach baz danych MySpace.
Wyniki były alarmujące.
Liczby nie kłamią
Spośród miliona przeskanowanych profili Poulsen znalazł ponad 700 zarejestrowanych przestępców seksualnych. Prawie 500 z nich popełniło przestępstwa wobec dzieci.
A to była tylko część danych.
W momencie publikacji raportu przeanalizowano jedynie jedną trzecią wygenerowanych danych. Ostateczna liczba będzie wyższa. Ogromna ilość danych sugeruje, że znaczna liczba przestępców otwarcie korzystała z platformy.
Fałszywe alarmy i realne zagrożenia
Poulsen przyznaje, że system nie był doskonały. Dało fałszywie pozytywne wyniki. Musiał ręcznie sprawdzić profile MySpace ze zdjęciami z policyjnych baz danych i wiekiem w bazie danych Departamentu Sprawiedliwości. Filtrowanie dopasowań wymagało wysiłku. To nie był magiczny przycisk. To była dobra higiena danych.
Ale prawdziwe zbiegi okoliczności były przerażające.
Jeden z przestępców aktywnie tworzył listy młodych przyjaciół. Wysyłał prywatne wiadomości o charakterze jednoznacznie seksualnym do nieletnich chłopców. Policja go aresztowała. Został oskarżony o usiłowanie narażenia dziecka na niebezpieczeństwo. Nigdy nie nawiązał z nim kontaktu fizycznego. To taki niuans prawny. Zachowanie było drapieżne.
Inne profile zawierały podobne niepokojące wiadomości. Ale tutaj jest niuans, który pominął większość raportów. Na każdego przestępcę, który wydawał się działać zgodnie ze swoimi popędami, przypadało ośmiu innych, którzy po prostu żyli. Opublikowali śmieszne zdjęcia. Rozmawiali o ślubach. Wspomnieli o promocjach. Na blogu opowiadali o swoich zainteresowaniach.
To właśnie zrobił prawie każdy członek MySpace. Platforma nie była siedliskiem występków. To była sieć społecznościowa. Ale to była sieć społecznościowa, w której kilku bardzo niebezpiecznych użytkowników ukrywało się na widoku.
Sprawiedliwość open source
Kongres działał powoli. Czekanie na przyjęcie przepisów wymagających jednego adresu e-mail dla przestępców seksualnych okazało się strategią przegraną. Prawo byłoby absurdalnie łatwe do obejścia. Kto dzisiaj ma tylko jeden adres e-mail? Czy Kongres może wyegzekwować zasadę jednego adresu? Mało prawdopodobny.
Kod Poulsena oferował lepsze rozwiązanie. Natychmiastowe, techniczne i konieczne tylko w przypadku używania fikcyjnego imienia i nazwiska.
Planował udostępnić kod w formacie open source. Policja będzie miała pełny dostęp. Żadnych oczekiwań komisji. Żadnego lobbowania. Tylko narzędzia.
MySpace nic nie powiedział.
„To nie jest idealny system, ale wydaje się lepszym planem niż czekanie, aż Kongres przyjmie przepisy”.
Technologia zadziałała. Policja otrzymała nową broń. Ale MySpace milczał.
Kontynuacja tej historii znajduje się w następnej części, w której zagłębiamy się w implikacje i narzędzia, z których mogą dziś korzystać rodzice.
Jeszcze więcej informacji
Powiązane artykuły z HowStuffWorks
-
Jak działa MySpace
-
Jak działa Facebook
-
Jak działa programowanie w C
-
Jak działają blogi
-
Jak działają serwery nazw domen
-
Jak działa eBay
-
Jak działa udostępnianie plików
-
Jak działają pliki MP3
-
Jak działają randki online
-
Jak działają wiki
-
Jak wyglądają przesłuchania policyjne
Inne przydatne linki
– CSU: Teens on MySpace: kształtowanie się tożsamości, przyjaźń i drapieżniki seksualne – PDF (raporty z badań dotyczące incydentów z udziałem drapieżników wyolbrzymiane przez media)
-
Krajowy rejestr przestępców seksualnych
-
Wired News: Ściągawka MySpace dla rodziców
— Wired News: MySpace Predator przyłapany z kodem — 16 października 2006 r





























